MEDYTACJA V

+
JMJ
F

ĆWICZENIE SIĘ W CNOTACH

Zakonnica nie tylko w ogólności powinna starać się o doskonałość, ale powinna zastanawiać [się], jakiej cnoty w szczególności Pan Bóg od niej wymaga i o tę cnotę się starać i w tej cnocie w szczególniejszy sposób się ćwiczyć.

Święci o wszystkie się cnoty starali, ale jedna była w nich panująca, którą się odznaczali. I tak: św. Jan Chrzciciel odznaczał się surowością pokuty, św. O. Franciszek – ubóstwem, św. Augustyn – miłością Bożą, św. Wincenty à Paulo – miłością bliźniego, św. Franciszek Salezy – łagodnością.

Zastanawiałam się, jakiej Pan Bóg ode mnie cnoty wymaga i przedstawiła mi się ta, o którą mię sumienie ciągle strofuje, to jest miłość bliźniego, cichość, łagodność, wyrozumienie dla drugich, a zapomnienie o sobie i ta jednostajność humoru i jednostajne, i akuratne wykonywanie obowiązków. Gdyby mi Pan Jezus dał wykonać to, do czego mię pociąga, to by dla mnie było największe szczęście, bo mi się szczególniej uśmiecha ta ukryta, niczym pozornie nie objawiająca się doskonałość, bo ona jest naśladowaniem tego życia Jezusa i Maryi w Nazarecie. Tak mię to życie pociąga, że choć go nie praktykuję i nigdy zapewno nawet nie zacznę, rada bym wszystkie Siostry zachęcić, aby się w nim rozmiłowały, aby się w nim ćwiczyły.

Doprawdy, Panie (daruj, że się zbyt zuchwale do Ciebie odzywam), ale będę na Ciebie narzekać, że tak mię męczysz. Jak Szawłowi wymawiasz, że Cię prześladuję, że nie robię tego, do czego mnie pobudzasz, czego ode mnie wymagasz, a nie dajesz mi siły i środków do spełnienia. Szawłowi kazali udać się do Ananiasza, aby się dowiedział od niego, co ma czynić, a mnie własnej słabości zostawiasz i pozwalasz, aby mię silniej jak kiedykolwiek dręczyły pokusy przeciwne cnocie, o którą mam się starać. Powiem ze św. Pawłem, że muszę robić to złe, którego nie chcę, a nie mogę czynić tego dobra, którego pragnę.

Mam się ćwiczyć w miłości bliźniego, w łagodności, a ja nawet na podobne postanowienia zdobyć [się] nie mogę, bo na co mi się zda robić najpiękniejsze obietnice, kiedy wiem, że ich nie dotrzymam. Bo cóż się mogę spodziewać w przyszłości, kiedy będę miała tyle okazji, wrócę znowu w ten wir zajęć. Kiedy teraz jestem samą, a tak jestem zła, rozdrażniona, że na co tylko spojrzę, to mię gniewa. Siostry, każda ich modlitwa, postępowanie, jedzenie nawet, które mi dają. Modląc się rzuciłam książkę. Wolę uciekać z chóru, bo bym wszystkich łajała, o wszystko się kłóciła. Nie wiem, jaką przykrość zdolna byłabym zrobić.

To prawdziwe męczeństwo ta sprzeczność uczuć, pojęcia, pragnienia z postępowaniem. Wszak widzisz, Panie, że od niczego się nie wymawiam, wszystko gotowam uczynić, ale wyrwij mię z tego stanu, bo z tej ciągłej walki wewnętrznej siły mię opuszczają, w głowie się miesza. Kiedy mi nie dajesz pociech, dlaczego jeszcze dopuszczasz, abym Cię ciągle obrażała?