MEDYTACJA I

+
JMJ
F

BÓG POWINIEN BYĆ JEDYNYM PRZEDMIOTEM NASZYCH MYŚLI, UCZUĆ,
PRAGNIEŃ I CZYNÓW

Wiem, o Panie mój, że Tobie jedynie się należą wszystkie moje myśli, uczucia i czyny, bo od Ciebie mam życie. Ty mnie utrzymujesz, Ty jeden tylko masz do mnie prawo, do Ciebie powinnam zupełnie należeć.


Zdaje mi się, że nie tylko mam wiedzę tego, ale i pragnienie, a jednakowoż jakaż dziwna sprzeczność objawia się w moim postępowaniu. Pragnę, aby myśl moja Tobą tylko Samym była zajęta, a ta myśl do wszystkiego się zwraca, wszystkim się zajmuje, wyjąwszy Tobą. Przy Tobie, w Twojej obecności ani na chwilę ostać się nie może. Nawet w tym czasie, gdy mi się oddajesz w Komunii św., kiedy bym chciała o sobie, o wszystkim i wszystkich zapomnieć, a w Tobie zupełnie się zatopić, tysiączne myśli i roztargnienia mi się nasuwają. Ani na chwilę skupić się nie mogę, ani się obecnością Twoją przejąć nie mogę, ani przerazić się Twoją wielkością a moją nędzą, ani uczuć Twojej miłości a mego szczęścia. Pożywam Cię, Chleb Anielski z większą obojętnością aniżeli chleb posilający ciało moje.

Czyż takie usposobienie nie może mię do rozpaczy doprowadzić, bo wiem, że czego innego masz prawo ode mnie się spodziewać. Ale i Ty wiesz także, o Panie, że ja czego innego pragnę, że pożądam Twej miłości, że się o nią dopraszam, choćby nie dla własnego zadowolenia, to dlatego, aby wypełnić Twoje przykazanie, które nam zaleca, abyśmy Cię kochali całym sercem i duszą. Ale do tego trzeba łaski Twojej, bo bez niej Imienia Twego pobożnie wymówić nie można, a jakżebym mogła kochać Cię doskonale. Pociągnij mię do Siebie, o Panie, bo bez Ciebie nie dojdę do Ciebie. Wszak wtenczas, kiedym Cię o to nie prosiła, kiedym z bojaźni uciekała, Ty mię samym widokiem Swoim pociągnąłeś do Siebie mimo wiedzy, mimo chęci mojej. Dlaczegóż teraz mię samej sobie zostawiasz, dlaczego się usuwasz, kiedy Cię pragnę i szukam, kiedy tyle cierpię, że Cię znaleźć nie mogę? Powiedz mi, o [Panie…], co mi przeszkadza do zupełnego posiadania Ciebie, do doskonałego połączenia się z Tobą? Co mię oddziela od Ciebie? Wszakże Ci się zupełnie i całkowicie oddałam na służbę, Tobie poświęciłam serce moje. Może mi będziesz wyrzucał, że nie jest Ci całkowicie oddane, że Ty nie jesteś jeszcze jedynym jego Panem, że w nim jest uczucie, które nie jest wyłącznie dla Ciebie, że stworzenie jest jego przedmiotem. To prawda, o Panie, wymawiać się z tego nie będę, bo nieraz to sobie wymawiam, bo to jest źródłem mego niepokoju i udręczenia, bo go się pozbyć nie mogę, bo jest silniejsze nade mnie, bo stało się niejako potrzebą mego życia. Ale przecież ja tego nie szukałam, nie wyrabiałam w sobie tego uczucia.

Ty Sam wlałeś je w mą duszę. Wszakże ono jest święte i nieskalane w oczach Twoich. Wszakże ono powinno mi dopomagać do dojścia do Ciebie, wszakże nie wszyscy mogą dojść bezpośrednio do połączenia się z Tobą. Wszakże ono nie jest grzeszne, nigdy mię o to nie strofujesz, nie pokazujesz mi je takim. A dlaczego mię niepokoisz? Dlaczego obudzasz we mnie nieraz obawę, aby ono nie było silniejsze jak to uczucie, które mam dla Ciebie? Bo myśl moja, choć tego nie chcę, choć nad tym cierpię, na modlitwie nawet częściej jest Ojcem jak Tobą zajęta. Jego obecność większe robi na mnie wrażenie jak Twoja. Jego obejście zimne, nieukontentowanie dotkliwiej może czuję, jak Twoją niełaskę. To nieuznawanie mię za dziecko swoje , więcej mię może dotyka, jak Twoje opuszczenie.

Ale wszak to wiesz, o Panie, że jeżeli się w tym wszystkim podejrzewam , jeżeli nie tylko na każde uczucie, ale niemal poruszenie uważam, to widać, że tego nie chcę, że rada bym się pozbyć tego wszystkiego, co mię od Ciebie oddala. Że nie mam jeszcze odwagi do złożenia Ci tej ofiary , w tym się okazuje moja słabość. Jeżeli mię chcesz wprowadzić na tę drogę doskonałego wyniszczenia, dlaczego mi nie dajesz stosownego usposobienia? Dlaczego nie obudzasz we mnie tego pragnienia? Dlaczego pozwalasz, abym miała taką obawę, taki wstręt? Dlaczego mię trzymasz w tej ustawicznej wewnętrznej walce, która i siły moralne i fizyczne wyniszcza? Wszakże to uczucie nie przynosi mi pociechy i ulgi, której pragnę, ale owszem, cierpienie, a więc, gdyby Ci się ono nie podobało, gdyby Ci ubliżało, to już byłbyś pomszczony . Wszakże, Panie, w Twojej mocy jest je wyniszczyć, ale widzisz, o Panie, że ja sama sobie wystarczyć nie mogę. Prowadzisz mię taką ciężką drogą, a nie pozwalasz, aby mię kto wspierał i choć chwilowo pocieszył.

Sam przyjąłeś pomoc Cyrenejczyka, a miałżebyś mię potępiać, że ja pragnę pomocy? Świętych Twoich, którym dawałeś czuć obecność Twoją, obsypywałeś pociechami, nie wzbraniałeś tych związków duchownych, a dlaczegóż dla mnie, którą zostawiasz w opuszczeniu i oschłościach, miałbyś mieć mniej wyrozumienia? Wszak Ty wiesz, o Panie, jak ja słaba, jak zmysłowa, jak bezpośrednio nie mogę się wznieść do Ciebie. Miej więc wzgląd na mnie, nie chciej mię karać usuwając się z łaską swoją, choć nie widzisz we mnie gotowości do poniesienia tej ofiary. Jedno tylko mogłoby mię skłonić – zapewnienie z ust Spowiednika, że to jest wyraźna Wola Boża, albo że w tym jest grzech. Mnie się zdaje, że nie to uczucie, ale brak w nim swobody i prostoty przeszkadza mi do postępu, ujarzmia ducha, rodzi niepokój. To opuszczenie Ojca doprowadziło mię do tego, że względem Niego tak jak względem Boga, z dziecka stałam się niewolnicą, która wszystkiego się lęka.