Rady dla Siostry Marii Bogdany Mazaraki

Niniejsze rady Matka Maria Angela wpisała do małego notesu na 32 stronicach. W notesie tym na wewnętrznej stronie okładki jest przyklejony kolorowy obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej. Na str. 1 znajduje się wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego, a pod nim napis: Oto księga wybranych, oto szkoła doskonałości, oto zbiór wszystkich umiejętności. Z lewej strony napisane: Czytaj często i pilnie tę księgę, a obrzydzisz sobie grzech, przejmiesz się bojaźnią sądów Bożych, nauczysz się pokory, posłuszeństwa, cierpliwości, miłości Boga i bliźniego, wzgardzisz wszystkim co doczesne, a naśladować będziesz Jezusa Chrystusa. U dołu: Kto Go zna, wie wszystko i posiądzie wszystko.

Siostra Maria Bogdana, Aleksandra Mazaraki (1838-1908), do Zgromadzenia wstąpiła w Warszawie w 1859 roku. Kilka lat pracowała na placówkach filialnych Zgromadzenia. Pod koniec życia ze względu za zły stan zdrowia przebywała ponad 20 lat w infirmerii zakonnej. W Mortuologium zapisano o niej: …była ukryta i zjednoczona z Bogiem przez całe życie zakonne.

[Warszawa], 18 VII 1860

+
JMJ
F

Chcieć Boga kochać, a nie chcieć cierpieć jest to tylko czczym złudzeniem, chociaż nie wiem, jak można mówić, że się cierpi, jeżeli się sercem Pana naszego Jezusa Chrystusa prawdziwie kocha, który największą gorycz w słodycz zamienia i wśród boleści i upokorzenia daje pociechę i radość.
Kochajmy Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale kochajmy Go na krzyżu, bo to jest pociechą dla Serca Jego w jednym i tymże sercu znaleźć miłość, boleść i milczenie. I cóż na tym zależy, z jakiego drzewa krzyż nasz wyciosany, byle krzyżem był, do którego miłość trzyma nas przybitych. Starajmy się przede wszystkim nosić krzyż nasz w pokorze i milczeniu, bo krzyż to skarb wielki, który ukrywać powinnyśmy, aby go nam nie odebrano. Nie wiem, co by nas w tym długim i ciężkim życiu pocieszyć i wzmocnić zdołało więcej jak ciągłe w miłości cierpienie. Cierpmy bez narzekania, uważając każdą chwilę nie na krzyżu za straconą. O, jak dobrze żyć i umierać na krzyżu! Krzyż to drogi balsam. Ukrywajmy go starannie, aby woni swej przed Bogiem nie stracił. O, jak dobry, jak zbawienny ten krzyż w każdym czasie i na każdym miejscu. Dziękujmy Bogu, jeśli czasami nas nim obdarzy i prośmy Go, aby nam przebaczył, jeśli Go źle nosimy i, posiadając tak drogi skarb, w ubóstwie duszy zostajemy.

Najdoskonalszą rzeczą [jest] o nic nie prosić i od niczego się nie wypraszać, ale zostawić miłości Boskiej, aby nas krzyżowała wedle woli i miłosierdzia swego. Innej pociechy nie szukajmy, jak tylko: żadnej u świata nie szukać pociechy i cierpieć z Ukrzyżowanym Chrystusem w cichości i milczeniu.